Sesja nagraniowa w Danielce

No i stało się. Przyszedł czas, by sfinalizować wiele miesięcy przygotowań i zarejestrować piosenki na najnowszą płytę. Pozwolimy sobie przybliżyć Wam jak to mniej – więcej wyglądało od strony realizatorskiej – może uda się Was nie zanudzić ;P Przez lata sposób pracy uległ swoistej ewolucji – jako bardzo młody zespół pierwsze nagrania realizowaliśmy w domu naszego gitarzysty Mariusza, który przez ponad dekadę, gromadząc coraz więcej sprzętu, zbudował w końcu swoje własne studio Mark Shell. Kolejne płyty nagrywaliśmy po części korzystając też m.in. ze studia Radia Koszalin, czy jak było w przypadku płyt Nasze Światy oraz Wuka – w gościnne progi Mark Shell’a wyposażenie swojego studia przywiózł ze sobą, realizator tychże, Tomek Fojgt. Tym razem wpadliśmy na pomysł, by zabrać ze sobą cały sprzęt potrzebny do nagrań (w tym miejscu chcemy podziękować Piotrowi Iwankowi za pożyczenie mikrofonów) i na dwa tygodnie z dala od cywilizacji, zasięgu, internetu i obowiązków domowych zaszyć się w uroczej chatce w Beskidzie Żywieckim 🙂
chata
Zaczęliśmy się zjeżdżać trochę na raty od niedzieli 25 czerwca. Najpierw Mariusz z Michałem musieli rozładować kilkaset kilogramów ekwipunku, który wypełniał po brzegi naszego Ciszobenca. Następnego dnia dołączyli Darek i Mateusz, aby (po ustaleniu które pomieszczenia zaadaptujemy do nagrań) resztę dnia spożytkować na rozstawianie sprzętu, zbudowanie reżyserki (przemeblowaliśmy sypialnię, aby realizator miał miejsce do pracy), okablowanie itp.
kuchniastanowisko
salon przed rozstawieniem perkusji:
salon
i po:
ustawianie-perka.jpg
W ramach kolacji odpaliliśmy grilla, by w pięknych okolicznościach przyrody i towarzystwie gospodarza Jacka Krzanowskiego, Basi „Mrufy” Thomas oraz czworonogów – Bery i Cookie’go, zanim rzucimy się w wir pracy ponapawać się wakacyjnym wieczorem 🙂

pieski-i-basia.jpg
Wtorek zleciał nam na dalszym rozkładaniu sprzętu i ogarnięciu logistyki całego procesu nagrań – zanim gospodarze wyjechali Jacek poinstruował nas m.in. co robić w razie awarii wody, gdzie wyrzucić śmieci oraz gdzie uciekać w przypadku odwiedzin wilków 😉 Gdy dołączyły do nas Ola z Iloną ustaliliśmy najważniejszą rzecz – przerwę na obiad ;P , kolejność rejestracji poszczególnych instrumentów, plan działania itd., a także kto na jakim instrumencie będzie nagrywał:
mariol wiola
yyy… pudło Mariusz! ;P
mariol zmienia struny
teraz lepiej
W środę rano w końcu zaczynamy – na pierwszy ogień perkusja 🙂 Zanim zostanie zarejestrowana pierwsza nuta najwięcej czasu wymaga przygotowanie instrumentu i pomieszczenia w którym będziemy nagrywać. Należy sprawdzić, jak dźwięk się rozchodzi i czy ewentualnie istnieje potrzeba zminimalizowania niechcianego pogłosu, zmieniliśmy nieco wystrój salonu – trzeba było porozkładać dywany i przykryć okna zasłonami 🙂 Następnie, chyba najbardziej znienawidzone przez wszystkich perkusistów, strojenie bębnów.
zyzy stroik
W przeciwieństwie do naszych poczynań koncertowych, gdzie z racji tego, że Mateusz gra na elektronicznej perkusji i nie ma takiej potrzeby, w studio nie ma przebacz i każdy poszczególny bęben musi brzmieć idealnie. Nawet pojedyncza niedokręcona śrubka powoduje nieprzyjemny dla ucha dysonans i trzeba zapobiec sytuacji, w której po wielu godzinach nagrywania instrumentu nie okazało się, że tego nie dopilnowaliśmy i całą robotę trzeba zaczynać od nowa.zyzy stroi gary
ta mina mówi wszystko o tym żmudnym procesie, prawda? ;P

Gdy już w końcu się udało nastroić i omikrofonować perkusję, zaczęliśmy nagrywanie. Aby nagranie miało „więcej duszy” podczas rejestrowania śladów perkusji do nagranej wcześniej przez Mariusza gitary (tzw. pilota), Darek, pozostając w reżyserce, grał razem z Mateuszem, dzięki temu można było na bieżąco wymyślać różne urozmaicenia, zagrywki czy akcenty.
bas
Na posiłek wybraliśmy się do pobliskiej wsi Ujsoły do pani Basi, która podczas całego naszego pobytu w Danielce, raczyła nas pysznymi, domowymi obiadkami
obiad darek zyzy mariol
Po takiej regeneracji mieliśmy siły, by pracować do późna. Jeszcze tylko podstawowe sprawunki i można działać.
zakupy ilona zyzy
Tak minął pierwszy dzień (i noc) nagrań 😀
Czwartek. Aby narzucić sobie pewną dyscyplinę i podział obowiązków, kto nie był w tej chwili zaabsorbowany nagraniami mógł np. pojechać na pobliską stację (aby nie lokować produktu nazwijmy ją „Wróblen”) po kawę dla wszystkich 🙂
kawa mariuszek
Będąc w nieustającej trasie, uzależniliśmy się już od tego napoju i nawet spędzając czas stacjonarnie w studio, działamy jedynie na nasze ulubione, czarne paliwo 🙂pilot mariol i darek
Po tej kawie zaczęliśmy grać chyba jednak trochę za szybko, ale Mateusz dawał radę ;P
zyzy golas 2
Podczas przerwy obiadowej nie przeczuwaliśmy, jak potoczy się dalsza część dnia…
chmury
Pogoda diametralnie się zmieniła i nad Danielką przeszła silna burza, która powaliła kilka drzew, a jedno z nich pechowo zerwało kable zasilające okoliczne domy 🙁 Po powrocie do naszej chatki okazało się, że nie ma prądu i musimy poczekać na naprawę kilka godzin. drzewo na kablachPrzymusową przerwę spędziliśmy na zajęciach w podgrupach: Michał z Junkiem wybrali się na wycieczkę krajoznawczą na Rycerzowąjuno w gorach
gdzie napotkali stado owiecowce
gdzie jest wally
pamiętacie „gdzie jest Wally?” oto wersja z naszym psiakiem ;P

Junek stał się bohaterem tej wycieczki, początkowo bowiem urocze zwierzątka najwidoczniej wszystkie chciały zmieścić się na zdjęciach robionych przez Michała i zaczęły na niego napierać. Wtedy nasz dzielny Golden przybył na ratunek swojemu panu i rozgonił towarzystwo (jak plotka głosi – powiedział im, że w pobliskim markecie jest lanolina w promocji ;P)
Reszta dla zabicia czasu początkowo zaczęła poszukiwania jakichś planszówek lub  innych form zbiorowej rozrywki, nie wymagających prądu, czy zasięgu internetu (na szczęście „za naszych czasów” takie były). Po jakimś czasie Mateusz, Ilona i Ola zajęli się aranżowaniem jednego z utworów na instrumentach nie zasilanych prądem, a zarówno Darek, jak i Mariusz spożytkowali czas wolny na spacer po okolicy (tak na prawdę na poszukiwanie zasięgu ;P)
teczakladkarzeczka
Pod wieczór awaria została usunięta i mogliśmy powrócić do pracy
elektrycy
W piątek zmęczenie materiału zaczęło dawać nam się we znaki po raz pierwszy. Mateusz z racji wymagającego fizycznie instrumentu musiał robić sobie coraz częstsze przerwy, więc zmieniliśmy odrobinę taktykę i w te przerwy wpasował się Darek. Aby zachować odpowiednią dynamikę w nagraniach, zanim zaczniemy rejestrować pozostałe instrumenty, musi być nagrana sekcja rytmiczna – wtedy efekty są najlepsze. W związku w tym basista z perkusistą od tej pory nagrywali na zmianę, a pozostali mogli wspierać ich pomysłami, bądź zająć się czymś równie pożytecznym 🙂
michal maluje bencasardynki

Sobota okazała się dość zabawnym dniem. Z dzisiejszej perspektywy tak jest (opis powstaje kilka tygodni po sesji nagraniowej), choć wtedy nie było nam do śmiechu. Po (rzekomym) zakończeniu nagrywania sekcji rytmicznej okazało się, że nigdzie nie możemy znaleźć jednego z utworów… Po długich i bezowocnych przeszukiwaniach dysku twardego podjęliśmy decyzję, że trudno, ale trzeba nagrać go jeszcze raz.
nie nagrywam juz

Czy poprzednia wersja byłaby lepsza, nie dowiemy się nigdy, na pewno nagrywana w silnych emocjach piosenka „Żółte Tulipany”, swoją moc i poniekąd dzisiejszą postać otrzymała właśnie przez tę przygodę. Po drugie Michał wybrał się, standardowo już, samochodem po kawę i wrócił po prawie 2 godzinach – „na zimno jeszcze lepsza!” ;P trafił bowiem na procesję z okazji nocy Świętojańskiej i nie mógł jej ominąć na wąskiej drodze. Tego dnia postanowiliśmy też dać dzień wolny pani Basi i zamiast na obiad wybrać się jak zwykle do Ujsołów, wysłaliśmy do Rajczy Michała po legendarną już pizzę z pizzerii Tre Monti, którą to, z powodu weekendowego natężenia ruchu na drodze, zjedliśmy no… „średnio ciepłą” ;P
Niedzielę rozpoczęliśmy od odsłuchania wszystkich nagrań jeszcze raz – najlepiej w relaksujących okolicznościach.
czesanie
zyzy fryzy
Musieliśmy być absolutnie pewni, że nie będzie potrzeby dogrywania już perkusji, gdyż trzeba było ją uprzątnąć i w to miejsce zbudować stanowisko dla gitary (nie ma możliwości ponownego ustawienia i omikrofonowania wielkiego zestawu perkusyjnego bez różnicy w brzmieniu). Swoją drogą trzeba przyznać, że to osobliwe doświadczenie przez 2-3 godziny wsłuchiwać się w:
bum cyk bum cyk bum cyk…
– Czekaj! Przewiń! Coś tam było!
 bum cyk bum cyk bum cyk…
– O tu! bum cyk jest dobrze, czy nie tak?
– Pewny jesteś, że coś nie tak? Nie słyszałem, przewiń jeszcze raz
 bum cyk bum cyk bum cyk…
– Nie, zdawało mi się. Dobra, puść dalej
 bum cyk bum cyk bum cyk…

Gdy ustaliliśmy, że jest ok, do roboty zabrał się w końcu Mariusz. Dotychczas całe dnie spędzał za konsoletą, jedynie klikając coś tam, stukając w klawiaturę (pewnie tylko dla efektu, że coś robi) i gapiąc się w monitor.
rezyserka mariol

Nic dziwnego – na koncertach też wiecznie zapatrzony w ten swój tablet ;P To oczywiście żarty. Mariusz, jako realizator, odpowiadał za wszystko od strony technicznej. Odpowiednie okablowanie, rozstawienie i dobranie mikrofonów, wyszukanie brzmień itd. Zadbał o odpowiednie warunki pracy, aby pozostali mogli skoncentrować się wyłącznie na tym, aby dobrze zagrać czy zaśpiewać. Więcej szczegółów nie podamy, bo tylko on się na tym zna 😛
mariol-nagrywa-e1503408425841.jpg
Ze względu na fakt, iż nie mógł jednocześnie nagrywać i realizować, odpowiedzialni za naciskanie przycisku REC i STOP byli w tym czasie na zmianę Darek i Mateusz 🙂
Pozostali, aby nie hałasować, mieli czas wolny 🙂

darek rezyserka
ilona zyzy schody
Nagrywanie gitar jest procesem dosyć czaso- i pracochłonnym, gdyż na Mariusza barkach (a raczej nadgarstkach) spoczywały partie, nie tylko jego, ale także te, które na koncertach gra Michał. To kolejna ciekawostka dotycząca nagrywania. W przeciwieństwie do koncertów w studio nawet identyczne partie zagrane przez innego gitarzystę brzmią odmiennie, więc wszystkie zagrywki muszą wyjść spod tej samej ręki – inaczej nie pasują do siebie 🙂 Na tym etapie utwory nabierają najwięcej kształtu i wpada najwięcej pomysłów. To tu powstają możliwości, w którą stronę możemy poprowadzić daną piosenkę. Warto więc było poświęcić czas i wysiłek, aby wypróbować różne warianty i wybrać te, które nam najbardziej odpowiadały i otworzyły drogę dla instrumentów melodycznych i wokali. Dziewczyny, na przykład, wpadły na pomysł pewnej zagrywki i musiały nad nią popracować w spokoju i odosobnieniu 🙂
ola ilona pisza letnikow
Także Mateusz nagrał partię gitary w utworze „Splątanie”
zyzy gitara
Poniedziałek oznaczał ciąg dalszy dla gitar, więc, korzystając z tej okazji, Mateusz pojechał do domu do Krakowa. Ilona z Olą również postanowiły odpocząć trochę od siedzenia w studio i wybrały się na wycieczkę na Słowację. Darek z Mariuszem, korzystając w „wolnej chaty”, w ciągu kolejnych dwóch dni mogli się skupić na gitarach. Michał natomiast dał im wolną rękę i ograniczył się jedynie do pilnowania, aby chłopaki nie za bardzo przypomnieli sobie czasy, gdy grali heavy metal ;P
co, nawiasem mówiąc, nie do końca mu się udało…
darek kostka

Wykorzystując moment, gdy Michał musiał wyprowadzić Junka na spacer, zarejestrowaliśmy „odrobinę” elektrycznych gitar i tak dla urozmaicenia… a z resztą – przekonacie się sami, słuchając nowej płyty 😀
Wtorek minął nam na kolejnym mozolnym odsłuchiwaniu dotychczasowych poczynań i burzy mózgów odnośnie tego, które partie gitar zostają, co zmienić, albo jak to później zaśpiewać, skoro tak to teraz brzmi 🙂 Widzicie, mimo iż pracowaliśmy nad tym materiałem już od kilku miesięcy, co widać choćby po wcześniejszych wpisach na blogu, to i tak sporo się zmienia podczas nagrywania. Mariusz zakończył nagrywanie gitar, niestety ze znaczącymi stratami dla zdrowia (do wesela się zagoi ;P)
mariol opatrunek
Środa – wróciły dziewczyny, więc dzień ten poświęcony został na nagranie instrumentów melodycznych, a wieczorem, gdy dołączył do nas Mateusz, podjęliśmy nieśmiałe próby nagrywania wokali.

Nastał czwartek – dobre to wieści i zarazem złe, został bowiem jeden (!) dzień na nagranie wszystkich wokali. W ogólnym skrócie – zdążyliśmy, chociaż było ciężko i czasami nerwowo, ale akurat emocje okazały się tu bardzo przydatne 🙂 Późną nocą wyglądało to jak jakaś sztafeta, gdy wokaliści zmieniali się co chwila przy mikrofonie, aby dopasować głosy w chórkach 🙂 Parafrazując tekst z tytułowego utworu najnowszej płyty – „Nieobecność” śpiewaliśmy sobie pod nosem „tak długo trwa, tak długo trwa – nagrywanie” ;P Miał miejsce jeszcze jeden skandal obyczajowy, mianowicie tym razem nawet Darek został zagoniony do siteczka ;Pdarek wokal
To oczywiście incydentalna sytuacja w przeciwieństwie do nominalnych ciszowych wokalistów, którzy włożyli mnóstwo wysiłku i serducha by nadać jakość partiom wokalnym. Więcej zdjęć z tego ostatniego wieczoru nie mamy, ponieważ pewne studio filmowe odkupiło od nas wszystkie – prawdopodobnie zostaną wykorzystane w najnowszym horrorze pt. „Atak Zombie 8” ;P
W piątek musieliśmy już pozbierać wszystkie zabawki i opuścić Danielkę. Mamy nadzieję, że efekty naszej pracy, które usłyszycie już na jesień oddadzą to, jak my się czuliśmy w tym pięknym miejscu.
przejasnienie 2
przejasnienie
Po drodze pożegnaliśmy panią Basiępani Basia
i ruszyliśmy do miejscowości Cisowica, by na zakończenie tej przygody zagrać na weselu Anety i Staszka. Dziwnym uczuciem było, po niemal 2 tygodniach obcowania z zupełnie nowym materiałem, wrócić do naszych starszych piosenek 🙂wesele scenawinietkawesele backstage
Zaraz po naszym krótkim występie, goście weselni wrócili na salę, by świętować, a my w pośpiechu spakowaliśmy sprzęt – po pierwsze już zaczynało padać, a po drugie Darek i Mariusz spieszyli się na pociągi do swoich domów. W tym miejscu pożegnaliśmy się i trzy samochody wyruszyły w trzy różne strony Świata… Yyyy jak się za chwilę okazało, jednak tylko dwa z nich, ponieważ Benc „przypomniał” sobie, że dawno się przecież nie psuł, więc najwyższa pora, by to nadrobić ;P Michał zatem poczekał chwilę na lawetę, która przyjechała już po dwóch godzinach i… okazała się totalnie niedopasowana do gabarytów Benca (!)
laweta
więc wystarczyło poczekać kolejne 2 godziny, by w końcu można było zakończyć interwencję.laweta wlasciwa
Taka oto przygoda na zakończenie. Wróciliśmy do domów, by chwilę odpocząć przed wakacyjną trasą, na której przedpremierowo będziemy próbować nowe utwory aby w pełni przygotować je do jesiennej premiery – nie możemy się już doczekać! 😀